MMO24.PL - Primary Quest « Forum « Ogólne « MMO24.PL (Zarejestruj się) « Nasze blogi « Kapłańska krucjata
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Kapłańska krucjata  (Przeczytany 4164 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« : Październik 06, 2008, 10:33:00 »

1.

  Przeżycia me dla potomności spisuję. Nie wiem, jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat, ale przynajmniej żywo będę mogła przedstawić dzisiejszy świat przyszłym pokoleniom. Zacznę może najpierw od przedstawienia siebie, i swojej historii.
  Rodziców nie znałam, porzucili mnie na progu świątyni Evy. Kapłani mną się zaopiekowali, oni też nazwali mnie „Muyhan”. Z powodu tego imienia nie raz i nie dwa mylono mnie z mężczyzną. Znajomi mówią do mnie „Muy”.
  Początkowo byłam pilną uczennicą, bardzo chciałam zostać kapłanką. Pierwszą próbę przeszłam pomyślnie, zostałam Wyrocznią. Byłam bardzo chętna do pomocy innym, najczęściej obcym spotykanym na szlakach. W tamtym czasie dołączyłam do klanu sLt. Życie nie było usłane różami, mnie i moich klanowiczy dzieliła wielka przepaść doświadczenia. Ja dopiero się szkoliłam, oni już od dawna byli zaprawionymi w boju wojownikami, czy magami. Nie miałam im wiele do zaoferowania. Musiałam myśleć realnie, i starałam się znajdować takich samych żółtodziobów, jak ja. W klanowej Akademii sporo było kuzynów, pociotków i różnej maści bliższych i dalszych krewnych mych współklanowiczy. Czasem się z nimi wyprawiałam gdzieś, czasem z obcymi.
  Pamiętam, że mniej więcej wtedy wnuczka pirata Zakena, Bonny, potrzebowała pomocy. Ktoś połasił się na skarby Pirata, a ten zamienił złodziei w świnie. Bonny ulitowała się nad nimi i poprosiła podróżników by pomogli jej odczarować biedaków. Nie pomogłam jej z dobrego serca, w tamtym czasie już się przekonałam, że dobre serce warto mieć tylko dla klanowiczów i sojuszników, inni zwyczajnie cię wykorzystają. Pomogłam jej, bo obiecała mi nagrody, tym więcej im więcej biedaków uratuję. Dostałam od niej jakieś zwoje z magicznymi błogosławieństwami, do tej pory nie użyte. Zostały mi też słodko wyglądające łuki. Czy coś jeszcze? Udało mi się wtedy nieco tych nagród sprzedać, wiec nie głodowałam.
  No tak, nie wspomniałam o jeszcze jednej ważnej rzeczy. W tamtym czasie byłam związana z pewnym mrocznym. Wiecie, miłość jest ślepa, i tak dalej. Porzucił mnie.
  Im bardziej zbliżałam się do momentu, w którym musiałam wykonać trzy zadania zlecone przez starszyznę, i zostać pełnoprawną kapłanką, tym mniej mnie potrzebowano, i tym częściej byłam zdana na własne siły.
  Wszystkie te problemy sprawiły, że na długie miesiące zaszyłam się w leśnej głuszy, odcinając całkiem od świata, i porzucając klan i znajomych.
  Gdy postanowiłam porzucić swoje dobrowolne odosobnienie, z nową werwą starałam się nadrobić swoje zaległości. Dołączyłam do klanu Heart Breakers. Wspierali mnie w moich staraniach, i dzięki nim zostałam kapłanką. Trudno mi coś więcej napisać o tamtych czasach, ale byłam szczęśliwa. W pewnym momencie dla klanu nadeszły gorsze czasy, i razem z innymi przenieśliśmy się do klanu Death Note.
  W nowym klanie znaleźliśmy dom. Nic mnie stąd już nie ruszy. Klanowicze są wspaniali, choć niestety z większością nadal nie jestem w stanie polować, mimo że zdobyłam nieco doświadczenia.
  Co udało mi się osiągnąć? Jedynie to, że podszkoliłam się nieco jako kapłanka. Kilkakrotnie brałam udział w walce z Orfen. Mój klan zdobył oreński zamek, oraz fortecę, choć mnie przy tym nie było.
  Ostatnio znowu na kilka tygodni odcięłam się od świata. Gdy wróciłam, okazało się, że straciliśmy zamek, ale zdobyliśmy fortecę. Najważniejsze jednak, że mogłam wrócić do moich przyjaciół. Strasznie się za nimi stęskniłam.
  Tyle mojej historii na dziś. Zobaczymy, co przyniesie jutro.


 

« Ostatnia zmiana: Marzec 03, 2009, 22:59:57 wysłane przez Ganisz » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #1 : Październik 10, 2008, 15:25:40 »

2.


  Bonny znowu prosiła o pomoc. Jej dziadek zamienił swą zdradziecką załogę w myszy. Tym razem również zapłaciła za mą fatygę, choć nie było tego wiele. Miałam ważniejsze sprawy na głowie niż uganianie się za gryzoniami.
  W Dion poznałam młodą elfkę, która dopiero co zaczęła poznawać świat. Ujęła mnie swoją niewinnością i nieporadnością, postanowiłam więc roztoczyć nad nią opiekę. Na początek udzieliłam jej kilku rad na temat doboru kompanii, miejsc polowań i zarobku. Muszę przyznać, że jestem wielce rada z jej postępów. Na razie wróciła do domu próbując przetrawić wszystkie wrażenia. Wkrótce jednak na pewno znów zobaczę w Dion ją i jej jednorożca.
  Ostatni tydzień był dla mnie bardzo ciężki. Każdą wolną chwilę spędzałam na giranskim rynku próbując dokończyć szycie szat Błękitnego Wilka. Z pomocą klanowiczów i sojuszników, którzy wsparli mnie zarówno materialnie, jak i zaoferowali darmowe usługi krawieckie, udało mi się osiągnąć mój cel.
  Załączam rycinę na której jestem ja i Yuko (kapłanka Shilen), moja przyjaciółka od… no w każdym bądź razie z czasów Heart Breakers. Wiem, że tego nie przeczyta, ale jestem jej bardzo wdzięczna za wszystko.

 

  Nie chcę wyjść na próżną, ale w swoich szatach wyglądam ładniej, prawda?
  Ach, przy okazji… gdy dwie kobiety się spotykają na pewno będą rozmawiać o strojach. Ja i Yuko nie poprzestałyśmy na tym, ale również przymierzałyśmy różne stroje. Miałam okazję przymierzyć kilka jej strojów, ale najbardziej spodobał mi się poniższy:


 
« Ostatnia zmiana: Październik 10, 2008, 15:29:50 wysłane przez Króliczek » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #2 : Październik 22, 2008, 14:06:49 »

3.

  Dawno nie polowałam. Znaczy się, polowałam tylko po to by zdobyć materiały niezbędne do ukończenia tuniki. Dopiero teraz mogę spokojnie oddać się polowaniom, by szkolić moje umiejętności. Dlatego wczoraj i dzisiaj rzuciłam się w wir walki.
  Wczoraj najpierw razem z Jaiyą, klanową Pieśniarką Zaklęć, eksterminowałyśmy nieumarłych na adeńskim cmentarzu. Moja rola sprowadzała się do pilnowania by potwory jej nie zatłukły, oraz by cały czas była w stanie rzucać zaklęcia. Było kilka gorących momentów, gdy rzuciła się na nią cała grupka, ale za każdym razem wychodziłyśmy z tego obronną ręką.
  Później, tego samego dnia dołączyłam do klanowej wyprawy w Nekropolii Patriotów. Rycerz tym razem przybrał rolę Pana Wojny, ja i biskupina Booty miałyśmy ręce pełne roboty. Nie było lekko. Ale działanie ręka w rękę zbliżyło nas do siebie.

 

  Planujemy już wspólne wyprawy, tylko we dwie, do Szczeliny Wymiarów. Ale wracając do tamtej wyprawy, w pewnym momencie w Nekropolii pojawił się posiadacz przeklętych mieczy Zariche. Latał w tę i we w tę, po naszym korytarzu, a za nim potwory i osoby próbujące go zabić. Było to zabawne, nie przeszkadzało nam ani trochę, i przynajmniej Rycerz nie musiał się uganiać za potworami co chwila.

 

  Dzisiaj nie poszło mi zbyt dobrze. Miłe złego początki, powiedziałabym. Miłe, bo pomagałam znajomej w walce pod Goddard. Szło nam świetnie, ale konkurencja była tam spora. Namówiłam ja na wyprawę z moimi klanowiczami i sojusznikami (okresowo dołączał do nas przypadkowy Poszukiwacz), do Katakumb Wiedźmy. Nie udało nam się (mi i Booty) utrzymać przy życiu członków drużyny. Szkoda pisać nawet, Booty jako jedyna ocalała pogrom, po czym zaraz postawiła nas na nogi.
  Później wieczorem poszłam z klanowym Suzerenem, Gladiatorem i jakimś przypadkowym Niszczycielem, do innych katakumb, czy tam nekropolii. Nie było źle, radziłam sobie dobrze, chociaż… nie zarobiłam absolutnie nic. Zarobek poszedł całkowicie na pokrycie kosztów rudy, potrzebnej mi do leczenia. Staram się jednak zauważać pozytywne strony tego: przynajmniej zebrałam nieco starożytnej adeny, oraz doświadczenie tam zdobyte pozwoliło mi w końcu przekonać starszyznę, że jestem gotowa na kolejny etap nauki. O tym czego nowego się nauczyłam, napiszę innym razem.
 
  A na sam koniec rycina przedstawiająca mnie i Booty w Wiosce Łowców:

 




----
Pieśniarka Zaklęć = Spellsinger
Pan Wojny = Warlord
Szczelina Wymiarów = Dimmensional Rift
Poszukiwacz = Scavenger / Bounty Hunter
Suzeren = Overlord
« Ostatnia zmiana: Październik 22, 2008, 14:17:38 wysłane przez Króliczek » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #3 : Listopad 03, 2008, 12:15:02 »

4.


  Wiem, że miałam napisać o tym, czego się nauczyłam ostatnio, ale po chwili namysłu, zdecydowałam, że nie ma zbytnio o czym. Ot, kilka nowych błogosławieństw poznałam.
  Pisałam wcześniej o pewnej elfce, Ranadiel się zwie. Ukończyła naszą Akademię, i już jako Przywoływaczka dostała przeniesienie do jednostki Strażników. Ogarnął ją tam szał zabijania. Każdą wolną chwilę poświęca na polowania, i trenowanie pisklaka . Idzie jej to zdecydowanie lepiej niż mi. Mi szło na tyle kiepsko, że musiałam swojego pisklaka podrzucić komuś innemu.
  Ostatnio czas dzielę między polowanie, handlowanie (udało mi się sprzedać m.in. błogosławione zwoje ucieczki, które dostała od Bonny swego czasu, oraz Kamienie Życia), oraz oblężenia fortec.
  Razem z klanowiczami oblegałam już dwukrotnie fortecę Narsell, niedaleko Koloseum. Wspaniała sprawa, zapisujemy się na oblężenie, i już po godzinie wyruszamy pełną drużyną. Nie przeżyłabym tych wypraw, gdyby nie obecność naszej Kardynał, Nadii. Swoją drogą to ciekawa sprawia z nią, najpierw została Hierofantką, potem również panią Kardynał. Ukochała sobie posługę kościelną, zdaje się. Strażnicy fortecy są jeszcze zbyt silni dla mnie, ale nie byłam całkowitym darmozjadem, któremu trzeba ciągle ratować tyłek. Moje mizerne umiejętności leczenia, ale przede wszystkim błogosławieństwa, przydały się klanowiczom.
  Często oblegamy różne fortece, by zdobyć pagony rycerzy. To dobry sposób na zarobek. W tej chwili jedna sztuka, zdaje się, kosztuje około 60 tysięcy adena. Pagony wymienia się na różne rzeczy typu bielizna (zapewniająca dodatkową ochronę, cenna zwłaszcza gdy wzmocniona przynajmniej czterokrotnie), bransolety i talizmany (których słabsze wersje można kupić w sklepie zaopatrzeniowym w Giran), czy akcesoria. Bielizna może kosztować nawet kilkaset pagonów, co przekłada się nawet na kilkadziesiąt milionów ceny rynkowej. Żeby wymienić pagony na powyższe rzeczy należy porozmawiać z odpowiednim człowiekiem w fortecy, albo w zamku.
  W chwili obecnej mamy fortecę Bayou. Jeśli inny klan jej nie odbije, to będziemy w jej posiadaniu przez 3 dni. Użyteczność? Dodatkowe błogosławieństwa i teleporty. Nasz domek klanowy jest w Dion, więc forteca w okolicach Aden jest niewątpliwie przydatna. Niestety, na moje ulubione miejsce samotnych polowań – Cmentarz – nie zostanę przeniesiona z fortecy. W walkach w lochach fortecy nie uczestniczyłam jeszcze, więc trudno mi się na ten temat wypowiedzieć. Oblężenia traktuje raczej jako szansę zarobku, wszelkie inne bonusy są po prostu bonusami.
  Poza oblężeniami fortec brałam również udział w oblężeniach zamków. Obleganie Rune było nudne, nie robiłam nic poza błogosławieniem klanowiczów i sojuszników raz na jakiś czas. Przy oblężeniu Schuttgartu miałam okazję bardziej się wykazać. Poza błogosławieństwami przed bitwą, leczyłam moich klanowiczów w trakcie jej trwania. Przynajmniej wtedy, kiedy byłam w stanie. Nie raz i nie dwa w ułamkach sekund magia obrońców powaliła mnie na ziemię. Ranadiel również uczestniczyła w tym oblężeniu, chociaż ona i jej jednorożec robili za mięso armatnie. Cóż, wszystko na chwałę klanu!
  Na sam koniec, zamieszczam rycinę przedstawiającą mnie i Ranadiel na wieży w fortecy Narsell.


 


P.S. Od dzisiaj co tydzień (w każdy poniedziałek) będę uaktualniać swój pamiętnik.





----
Pisklak = hatchling
Kamienie Życia – Lifestones, wymagane do augmentacji broni i biżuterii.
Pagony rycerzy = Knight’s Epaulettes
Sklep zaopatrzeniowy = Grocery

« Ostatnia zmiana: Styczeń 06, 2009, 11:01:35 wysłane przez Króliczek » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #4 : Listopad 10, 2008, 23:31:42 »

5.


  Ostatni tydzień minął mi na zbieraniu pagonów. Razem z dwoma klanowiczami: Poszukiwaczką i Niszczycielem, zapisywaliśmy się na oblężenia fortec, i masowo zabijaliśmy rycerzy. W ten sposób udało mi się zebrać 130 pagonów. Nadal mało.
  Planowana wyprawa na Orfen w końcu nie doszła do skutku. Gdy się zebraliśmy, okazało się, że ktoś ją zabił przed nami. Cóż, może w następnym tygodniu. Oczywiście, ja bym nie brała udziału w tym – jestem już zbyt doświadczona. (Swoją drogą, wiedza, że umie się już zbyt dużo – bardzo poprawia nastrój). Swego czasu kilkakrotnie brałam udział w wyprawach na Orfen. Fascynujące przeżycie. Niestety ani razu nie zdobyliśmy pierścienia.
  W każdym bądź razie, w tej wyprawie która nie doszła do skutku, w ramach „zastępstwa” miał iść mój najbliższy współpracownik - Tancerz Ostrzy. Często zlecam mu różne ważne zadania. Trenuje na przykład mojego wilczka, Iri. Wyprawia się również samotnie do katakumb, by zbierać dla mnie kamienie pieczęci.
  Ostatnio, dzięki jego pomocy, udało mi się uzbierać na farbki do tatuaży. Moc tatuaży wpływa na umiejętności wytatuowanej osoby. Ja zdecydowałam się na zwiększenie szybkości rzucania czarów kosztem gorszej odnawialności mojej many. Zrobię sobie jeszcze jeden taki tatuaż, oraz zwiększę swoja wytrzymałość kosztem siły. Mogę z tym nieco poczekać, jako sknera sama (lub wykorzystując swoich pracowników) zbieram te kamienie. Potrzeba ich było niemało, Handlarz Mammona za każdą farbkę (a do wykonania tatuażu potrzeba ich 10) zażyczył sobie ponad 100.000 starożytnej adeny. Wolę nawet nie myśleć, ile by to kosztowało, gdybym musiała kupować kamienie lub starożytną adenę. Te rzeczy są strasznie drogie!
  Z Ran i Fly, eks-sojuszniczką, próbowałyśmy zawalczyć w Szczelinie Wymiarów. Nie za wiele nam to dało, ich przywołańce (odpowiednio: jednorożec i kot) oraz one same były albo zbyt słabe lub zbyt silne, by walczyć z potworami, które stawały na naszej drodze. Dosyć szybko zrezygnowałyśmy z tej „zabawy”.

 

  Spotkałam również dawno niewidzianą przyjaciółkę. Ma dosyć oryginalne imię – Tenmaa, cóż najwyraźniej takie są zwyczaje wśród Kamaeli. Tenmaa jest Kamaelką, Niszczycielką Dusz, posługująca się zarówno magią jak i rapierem. Oglądanie jej w akcji jest zaprawdę wielce interesujące, jeśli tylko nie na tobie wypróbowuje swoje sztuczki. Od czasu do czasu, dla rozrywki, próbuję się z nią pojedynkować, i nigdy nie udało mi się wygrać. Podejrzewam, że nawet jakbym miała lepszy ekwipaż, i podszkoliła się nieco… i tak bym z nią nie wygrała. No, ale czego się spodziewać, jestem przecież od leczenia innych, a nie od walki. Transformacja w Inkwizytora nie zmienia tego wiele, przynajmniej podczas pojedynków. Podczas walk z potworami, nie przeczę – jest to bardzo przydatne. Szybko można jednak się całkowicie wypruć z many, ale… od czego jest „Inwokacja” (na pół minuty zastygam w bezruchu, wpadając jakby w trans, podczas którego moja mana regeneruje się w szybkim tempie), oraz błogosławieństwo zwane „Jasnością umysłu”, dzięki któremu zużywam mniej energii na rzucenie jakiegokolwiek czaru. Tak czy inaczej… ciekawe czy kiedyś uda mi się ją pokonać.

« Ostatnia zmiana: Listopad 17, 2008, 20:13:31 wysłane przez Króliczek » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #5 : Listopad 17, 2008, 23:04:51 »

6.


  Nawet się nie spostrzegłam, gdy minął kolejny tydzień. Nie wszystko mi wyszło, tak jak sobie to zaplanowałam, ale może od początku.
  Kombinuję jak tylko się da, jak tu zarobić na komplet szat Ciemnego Kryształu. Wpadłam na cudowny (w teorii) pomysł, by wykuć najlepsze duale B (składające się z dwóch długich mieczy samurajskich). Dwanaście milionów, na oba miecze, które są do kupienia w zbrojowni girańskiej, do tego 450 sztuk Kamienia Czystości. Zwoje potrzebne do wzmocnienia broni mam z „cudownego sześcianu” (dostałam go od Helvetii).

 

  Eva mi zdecydowanie nie sprzyjała, a i Shilen – mojemu pomocnikowi - przy próbie poczwórnego wzmocnienia, rozpadły się. A ja straciłam około 20 milionów i szansę na szybsze zdobycie szat. Szczerze mówiąc to teraz prawie przymieram głodem, zostało mi tylko kilka milionów na drobne wydatki.
  Klanowicze zasugerowali, żebym sprzedawała starożytną adenę. I chyba tak będę musiała, chociaż miałam w planach kupienie za nie farbek do tatuaży. Ale to nie ja będę się tym zajmować, tylko moi pracownicy. Polowanie w katakumbach zbyt drogo mnie kosztuje.
  Wpadłam również na kolejny genialny pomysł (tym razem stuprocentowo bezpieczny), będę kuła Topór Sztuk Walki. Muszę tylko zdobyć komplet części i materiałów. Mam zapewnioną recepturę – i zbycie tego u sojusznika. Z klanową Poszukiwaczką jestem już umówiona na wyprawę po części. Zarobię, tylko pytanie jak szybko.
  Z lepszych wieści. Brałam udział w wielkiej wyprawie przeciw kilku(nastu) potężnym bestyjom i ich sprzymierzeńcom. Dowodziła tym jakaś czarodziejka z Core. Chyba tego dnia jakiś tyranozaur trzepnął ją zdrowo swoim ogonem po głowie, bo trudno uwierzyć by Archimagini naprawdę była taka głupia. Kto o zdrowych zmysłach (i umyśle) atakuje jednego potwora w okolicy Aden, potem każe udać się do Goddard, zabić kolejnego, a potem z powrotem do Aden, w inne miejsce, by ubić kolejnego potwora. Strata czasu i pieniędzy. Ledwo dotrwałam do samego końca. To ganianie strasznie męczące było. A na dodatek, zgubiłam się w Wieży Zuchwałości. Nikt z mojej drużyny po mnie się nie raczył wrócić, więc walczyli bez kapłana. Skończyło się na tym, że pewien Ork, imienia nie pomnę, padł powalony u stóp bestyji owej. Na sam koniec tej wyprawy odbyła się aukcja przedmiotów zdobytych. Kto chciał, mógł je kupić, a później zarobek rozdawano pośród wszelkich uczestników.
  Plusy wyprawy: kilkumilionowy zarobek, minusy: dosłownie i w przenośni padłam z wyczerpania. Nie wiem, czy wybiorę się na kolejną taką wyprawę. Na sam koniec kilka rycin z wyprawy, i z aukcji (tak naprawdę to na nią się dopiero wszyscy zbierają).

 
Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #6 : Listopad 24, 2008, 20:57:50 »

7.

  Niewiele się w tym tygodniu działo. Niewiele też opiszę w związku z tym. Rycin żadnych również nie zamieszczę.
  Jedynym wartym odnotowania w tym tygodniu wydarzeniem jest wzięcie udziału w wyprawie do Kamaloki. Razem z sojusznikiem i przypadkową drużyną udaliśmy się do Schuttgartu, by stawić czoło Anakondzie. Walka była łatwa, miła i przyjemna. Dzięki Evie, nie było tam żadnych piekielnych panter, które nie raz i nie dwa przyprawiały mnie o ból głowy, krwi mi napsuły. Pomioty z otchłani, mówię wam. Omijajcie je z daleka.
  Tym co po wyprawie do Kamaloki poprawiło mi wielce humor, było zdobycie spódniczki Tuniki Zagłady. Nie powiem, ładnie wygląda, ale mam zamiar ją sprzedać. Nadal nie odrobiłam strat spowodowanych przez zniszczenie tych duali.
  To już koniec, jak mówiłam - nie miałam zbytnio co opisywać. Może następnym razem.
Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #7 : Grudzień 02, 2008, 20:27:33 »

8.


  W tym tygodniu również niewiele się działo u mnie. Warto opisać jedynie wyprawę z klanowiczem, Gladiatorem, do strażnicy Varka czy Ketra, już nie pamiętam. Razem z nami poszły jego marionetki - Waldh – biskup, i Danu – prorokini. Gdyby nie to, że jest moim klanowiczem, walnęłabym mu tyradę co ja sądzę na temat zniewalania kapłaństwa. No, ale przemilczałam.

 

  Bawiłam się świetnie. Inaczej tego nie można nazwać. Żarty na bok (a było ich dużo), ale to było dla mnie wyzwanie. Zwłaszcza, gdy rzuciła się na nas grupka. Leczyłam, usypiałam (dokładniej to: wprowadzałam w trans) i robiłam co tylko się dało, żebyśmy przeżyli. Guer przeżył, do samego końca. Tylko ja nagryzłam się nieco piachu. Błogosławieństwa już traciły moc, ale Guer zaatakował grupkę. Robiłam co mogłam, ale jeden z potworów był dla mnie zbyt silny – w pewnym momencie powalił mnie jednym ciosem, nawet nie miałam szans się uleczyć.
  Guer był zachwycony naszym wspólnym polowaniem. Na tyle, że zaczął rozpowiadać wszystkim klanowiczom i sojusznikom, jaką wspaniałą kapłanką jestem. Zachęcał każdego do polowania ze mną. Nie uważam się za jakąś specjalnie uzdolnioną kapłankę. I nadal zdarza mi się popełniać błędy. Z drugiej strony to miłe, przynajmniej jeszcze mniejszy problem ze znalezieniem drużyny bym miała. Co i tak nie zmienia faktu, że chciałam się zapaść pod ziemię, gdy to słyszałam. Może wytłumaczeniem jest fakt, że przyzwyczaił się do polowania z marionetkami, i teraz… każdy kapłan przejawiający jakąkolwiek inicjatywę, jest dla niego kimś niezwykłym.
  Przyznam się szczerze, było mi trochę trudno, ze względu na kiepską broń. Nadal używam Tajemniczego Miecza, więc i kilkakrotnie czasem musiałam usypiać potwory, zanim mój czar podziałał. Do tej pory na polowaniach musiałam przede wszystkim leczyć innych, z rzadka tylko musiałam usypiać potwory równe mi mocą – ten miecz do takich zadań wystarczał. Tutaj porwałam się przeciwko zdecydowanie silniejszym ode mnie potworom… czym to się skończyło – już napisałam.
W najbliższej przyszłości (jak najszybciej się da) zaopatrzę się w Miecz Valhalli. Kupię go w Sklepie Luksusowym w Giran. Nie, nie zapłacę za niego kryształami ze zniszczonych duali, te przeznaczam na tworzenie błogosławionych ładunków – próbując w ten sposób odzyskać jak najwięcej adeny. Stworzę nowe duale – Koszmaru oraz  Mieczy Rewolucji by zdobyć wystarczającą ilość kryształów na zakupy u Galladuciego.
  Obowiązki wzywają mnie do Świątyni. Niestety, taki los sieroty, którą Świątynia przygarnęła. Wcale nie zrobiła tego z dobrego serca, o nie. Oni chyba już dawno o „ludzkich” odruchach zapomnieli. Wychowali sobie w ten sposób darmową siłę roboczą.
  Cóż… wrócę do moich towarzyszy, i do pisania pamiętnika, najszybciej jak się da. Mam zamiar oszczędzić moim czytelnikom opisów Świątyni, i tak nic ciekawego się tam nie dzieje.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2009, 01:22:23 wysłane przez Króliczek » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #8 : Grudzień 24, 2008, 06:46:29 »

9.


  Po kilku ciężkich i nudnych tygodniach Świątynia wypuściła mnie, na razie, ze swych objęć, i pozwoliła wrócić do towarzyszy.
  Pod moją nieobecność wojna, która wtedy dopiero się zaczynała, przybrała na sile. Dominujemy nad nimi, z tego co słyszałam. Trudno mi jednak coś więcej na ten temat napisać.
  Dzięki klanowej wyprawie do katakumb, udało mi się rozwinąć swoje umiejętności. Przede wszystkim umiem nieco lepiej leczyć. W katakumbach odwiedził nas krasnolud, zwany Świętym Mikołajem, i dwukrotnie wręczył jakieś prezenty mojemu klanowiczowi. Mnie natomiast omijał skutecznie. Zgryźliwy staruch. Ale znalazłam na niego sposób, podpuściłam pewną Kamaelkę, by wyłudziła od niego prezenty i dla mnie. Na razie udało jej się zdobyć 8. Część sprzedam, część zatrzymam dla siebie. Nie mam zbytniej nadziei, że dostanę tą specjalną broń A.
  Klanowo udaliśmy się również do schuttgartowej Kamaloki. Znowu walczyliśmy z wężem, ale tym razem łupy nie były najlepsze.
  W przyszłym tygodniu mam nadzieję, uda mi się napisać coś więcej. A na zakończenie rycina tej Kamaelki, w towarzystwie pomocnika Mikołaja. Jedno trzeba jej przyznać – ma styl, potrafi się ubrać seksownie, nie wyglądając przy tym jak ladacznica.
 


 
« Ostatnia zmiana: Grudzień 30, 2008, 08:40:30 wysłane przez Króliczek » Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #9 : Grudzień 30, 2008, 08:40:06 »

10.


  Ostatnim razem pisałam, że jako sojusz dominujemy nad wrogami. Tak, dominujemy, tylko proszę mnie z tego wyłączyć. Dwukrotnie utarto mi nosa. Raz byłam na tyle naiwna, że myślałm, że może uda mi się utrzymać klanowicza przy życiu. Za drugim razem próbowałam uciekać, ale co z tego, skoro wredna Mroczna przerwała mi moje zaklęcie ucieczki? Nie zauważyłam jej wcześniej, bo akurat jakiś potwór się na mnie rzucił, i byłam zajęta walką z nim. Cóż, mam nauczkę na przyszłość. Teraz będę miała oczy dookoła głowy.
  Także i w tym tygodniu udaliśmy się do Kamaloki walczyć z wężem. Było nas pięcioro – kowal, dwoje rycerzy, przywoływaczka kotów i ja. Żadnego łupu nie zdobyliśmy, ale wyprawa była pouczająca. Ostatnim razem, pod koniec ciężko mi było nawet leczyć, byłam zbyt wyczerpana. Tym razem leczyłam głównie rycerza, czasem całą drużynę naraz, i siadałam. Przyjemne polowanie było.
  Próbuję wykonać zadanie od kapłana z Aden. W tym celu nawet próbowałam wykorzystać prezenty od tego krasnoluda, Świętego Mikołaja. Użyłam transformacji, wzięłam broń od niego, błogosławieństwo… i co z tego, skoro zdobycie szczątków jest bardzo mozolne? Z pomocą klanowiczów poszło nieco lepiej – ale to nadal było aż 10 sztuk szczątków w ciągu godziny. Cóż, nie ma rady. Jak się chce mieć biżuterię majestatyczną jak najmniejszym kosztem.

Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
WTB> Life, PM!
*********
Reputacja +65/-13
Wiadomości: 1975
Offline Offline
Płeć: Kobieta
WWW
« Odpowiedz #10 : Styczeń 06, 2009, 11:00:13 »

11.


  Niech będzie przeklęty ten cholerny krasnolud! Ten szczurzy pomiot mnie oszukał! Powiedział, że prezenty znikną drugiego dnia tygodnia, tymczasem… nie zniknęły. Nie miałam czasu na sprzedaż tych prezentów więc rozdałam je swoim pomocnikom, by z nich skorzystali.
  Mój najbliższy współpracownik wykorzystał sprezentowane duale do walki w katakumbach. Zbiera tam dla mnie kamienie, i trenuje mojego wilczka. Trenowanie polega na tym, że zostawia wilczka w bezpiecznym miejscu (na szczęście słucha się, i stoi tam cały czas) w korytarzu, a sam walczy z potworami koło wejścia do sali. Wilczek ma najlepsze szczęki i zbroje, ale i tak gdyby walczył razem z Tancerzem, mógłby zostać przypadkiem ogłuszony, czy trafiony jakimś atakiem obszarowym – a tego mógłby nie przeżyć.

 

  Kamaelka dostała bransoletkę przywołującą Rudolpha, oraz porządną broń. Ją również wysłałam do katakumb.

 

  Broń, którą ja dostałam, wygląda przy ich blado. Broń na drugiej rycinie jest dla mnie jeszcze zbyt potężna, ale wybrałam ją z ciekawości. Po cichu liczyłam, że może w ten sposób łatwiej mi będzie dostać tą rzadką, prawdziwą broń. Oczywiście moje nadzieje były płonne.

 


  W przyszłym tygodniu napiszę o moim najnowszym zwierzaku.
Zapisane

L2: EE (A grade) / BD (C grade)
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do: